forsa.pl
pieniądze, gospodarka, życie. po prostu
forsa.pl

Czyje są moje drzewa?

Podziel się Tweetnij Udostępnij
Image by

Od początku roku 2017 osoby fizyczne, będące właścicielami działek, mogą bez specjalnego zezwolenia, wycinać drzewa rosnące na ich posiadłościach. Media donoszą, że owo przywrócenie części normalnych praw własności (prawo dowolnego dysponowania posiadanymi zasobami) spowodowało, że Polacy rzucili się do usuwania drzew ze swoich gruntów. Przedstawia się to wręcz, jako negatywny efekt skandalicznej niemalże zmiany prawa. Czy jednak faktycznie tak bardzo nienawidzimy "zielonego", żeby przy pierwszej okazji się go pozbywać?

Zacznijmy od początku. Brak możliwości wycięcia drzewa rosnącego na mojej ziemi, bez uzyskania pozwolenia od urzędnika, to widoczny dowód jak przedmiotowo Państwo Polskie traktuje swoich obywateli. Kuriozum jest tym większe, że dotyczy nawet drzew osobiście zasadzonych i pielęgnowanych przez właściciela nieruchomości. Oczywiście w sytuacji, gdy wycięciu podlegać miała by większa liczba drzew, szanse na zdobycie pozwolenia drastycznie maleją. Co znamienne, gdy pojawia się choćby cień szansy, że drzewo może zagrozić planom urzędników, to pozwolenie na wycinkę znajduje się od razu. Zdarzają się nawet przypadki, gdy w wyniku zmiany "warunków otoczenia", pojawia się nie tylko pozwolenie na wycinkę, ale wręcz nakaz, łącznie z określonym terminem i "pilnowaniem wykonania" przez straż miejską/gminną.

Oczywiście ludzie nauczyli się jednak radzić sobie z przeciwnościami fundowanymi przez państwo. Zdarza się więc, że problematyczne drzewa nagle chorują (i trzeba je pilnie usunąć), albo znikają w nocy, wycięte przez nieznanych sprawców (celem kradzieży drewna zapewne), albo po prostu wycinane są bez próby zgłaszania (zwłaszcza, gdy różnica "w krajobrazie" niewielka), bo przecież sąsiedzi nie doniosą, bo sami też muszą o swoje drzewa "zadbać".

Czemu więc skala wycinki wzrosła, gdy już nie potrzeba zezwolenia? Bo teraz wyciąć można nawet te, których usunięcie będzie widoczne. A spieszyć się trzeba, bo nie wiadomo jak długo taka normalność potrwa. Rząd już przebąkuje, że być może za bardzo zdał się na mądrość obywateli, gdyż Ci zamiast gest docenić wzrostem notowań sondażowych, poczęli natychmiast z przywróconych praw korzystać, jak jacyś nieokrzesani barbarzyńcy.

W całej sytuacji najgorsze jest, że to media nagłośniły problem, gdyż "oświeconym" nie przyszło do głowy, że prawo dysponowania swoją własnością, to nie jest coś niebywałego, ale absolutna podstawa odpowiedzialnego (czyli dojrzałego) społeczeństwa. Niestety wielu ludzi (co znamienne zwykle nie posiadających jakichkolwiek drzew) dało się "zarazić" tą histerią medialną i uwierzyło, że za chwilę Polska zostanie pustynią, bez jednego choćby drzewa...


Bądź na bieząco

ATOM

Kontakt