forsa.pl
pieniądze, gospodarka, życie. po prostu
forsa.pl

Podatek od przychodu - powrót do PRLu?

Podziel się Tweetnij Udostępnij
Image by

Polskie przepisy podatkowe należą do jednych z najmniej przyjaznych dla podatników w całej UE, a pewnie i na świecie. Odrzucając spiskowe teorie dziejów (które w tym wypadku wydają się bardzo kuszące!) i przyjmując jednak dobre intencje ustawodawcy, ciężko wyjść ze zdziwienia jak kiepskie skutki daje proces stanowienia prawa podatkowego. Zagmatwane przepisy powodują, że korzystają na nich głównie wielkie korporacje (które stać na zatrudnienie ludzi zajmujących się tylko o i wyłącznie eksploracją "zakamarków" prawa podatkowego) oraz... oczywiście doradcy podatkowi.

Co więcej - skomplikowane prawo powoduje, że "normalni" podatnicy mają problemy by nie wejść w konflikt z prawem, gdyż ilość (ale i niestety jakość) przepisów jest dla nich po prostu nieogarnialna.

Ostatnio pojawił się szerzej temat zamiany podatku CIT (podatek dochodowy od osób prawnych, czyli w skrócie firm) na podatek od przychodu. CIT jest w Polsce regularnie "optymalizowany" - z ponad 450 tysięcy firm w Polsce, CIT płaci raptem co trzecia - czyli reszta oficjalnie nie ma dochodów! Proponowany podatek od przychodu jest natomiast nie tylko banalnie łatwy konstrukcyjnie, ale na dodatek nie do uniknięcia - wystawienie dokumentu sprzedaży, powoduje powstanie obowiązku zapłacenia podatku, wyliczonego jako procent od wartości sprzedaży. Ponieważ nie ma żadnych odliczeń (kosztów), więc nie da się tego "zoptymalizować"! No można zamiast sklepu otworzyć komis, ale dla 1,5% oszczędności (a to tylko przy założeniu, że obecnie nie płaci się "dochodówki")?

Pojawiają się co prawda zarzuty, że to spowoduje wzrost cen, gdyż firmy ten podatek przerzucą na klienta. To oczywiście jest możliwe. Choć niczym nie różnić się będzie od obecnej sytuacji, gdy firmy także przerzucają na końcowego klienta wszystkie płacone przez siebie podatki (w tym dochodowe, czyli CIT). Na dodatek nowy podatek, który ma zastąpić CIT, wynieść miałby ok. 1,5%. Czyli nawet w całości wliczony w cenę powiększyłby ją o... 1,5% (zakładając, że obecnie firma nie płaci CIT-u w ogóle i dlatego teraz nie dolicza go do ceny). Innymi słowy: za zakupy w sklepie warte 1 tysiąc złotych, trzeba by zapłacić o piętnaście (tak: 15!) złotych więcej.

Krytycy twierdzą, że będzie jeszcze jeden problem: owe 1,5% doliczy każdy z dostawców, więc na ostateczną cenę wpłynie to bardziej. Ale po pierwsze Ci dostawcy przecież obecnie też doliczają swoje podatki (więc różnica będzie mniejsza od owych 1,5%), a po drugie nie ma praktycznie produktów, w których koszt elementów składowych stanowi zdecydowaną większość ceny końcowego produktu.

Na koniec zarzut "ad personam": podatek przychodowy (nazywany wtedy obrotowym) obowiązywał pod koniec istnienia PRL oraz tuż po tzw. transformacji systemowej. Ale czy to automatycznie oznacza, że był (jest) zły? Przecież to właśnie ten rodzaj podatku wraz z ówczesną ustawą o działalności gospodarczej (tzw. ustawą Wilczka) pozwolił na polski boom gospodarczy wczesnych lat dziewięćdziesiątych.

Oczywiście podatek od przychodu wcale nie jest jakimś cudem, ani tym bardziej "dopustem bożym", ale skoro "jakieś" podatki Państwo musi zbierać, to powinny to być podatki jak najmniej problematyczne i jak najtańsze w egzekucji.

Na koniec jeszcze jedna uwaga: podatek przychodowy ma być wprowadzony wraz z odpowiednią reformą opodatkowania pracy (podatek od funduszu płac, zamiast PIT-u i składek ZUS). A te dwie reformy w efekcie spowodują drastyczne uproszczenie prawa podatkowego, co po prostu musi przełożyć się na wzrost gospodarczy...


Bądź na bieząco

ATOM

Kontakt