forsa.pl
pieniądze, gospodarka, życie. po prostu
forsa.pl

Walka ze smogiem

Podziel się Tweetnij Udostępnij
Image by

Jakiś czas temu, przy okazji wilgotnej, bezwietrznej pogody, w co większych miastach ponownie objawił się smog. A wraz z nim histeria smogowa.

Smog jest zły i nikt go nie lubi, więc rząd postanowił z nim walczyć. Tylko czy na pewno wybrał do tego właściwe środki?

Uznano, że jedną z najważniejszych przyczyn smogu jest tzw. niska emisja, czyli efekty spalania paliw stałych w domowych kotłach grzewczych. Pomysłów na jej ograniczenie jest kilka, a do "najgłośniejszych" należą:

  • ograniczenia sprzedaży kotłów niespełniających norm emisji

  • zakaz sprzedaży węgla niesortowanego i niespełniającego norm jakościowych

  • dofinansowanie do wymiany starych kotłów na nowe (potencjalnie lepsze)

Na pierwszy rzut oka wygląda nieźle? No to nie dyskutując z diagnozą (niska emisja), przyjrzyjmy się jej powodom.

Po pierwsze ilość i rodzaj zanieczyszczeń, przynajmniej w przypadku kotłowni domowych, zależą od kotła (troszkę), paliwa (trochę bardziej) i przede wszystkim umiejętności palacza. Wystarczy zajrzeć choćby na czysteogrzewanie.pl by przekonać się, że umiejętności palenia w kotłach (i piecach) na paliwo stałe nie wysysa się z mlekiem matki... ;-)

Po drugie nawet w miarę świadomi użytkownicy będą mieli problemy z czystym spalaniem, jeśli instalacja odbiorcza w budynku nie będzie dostosowana do możliwości kotła. Najczęstszy problem, to zbyt mały odbiór ciepła, co powoduje "duszenie" rozpalonego kotła, celem obniżenia jego mocy grzewczej, by uniknąć zagotowania wody w układzie (co może nawet doprowadzić do katastrofy). Oczywiście ubocznym efektem "duszenia" rozpalonego kotła jest także większa emisja zanieczyszczeń.

Po trzecie wreszcie, surowce energetyczne są w Polsce drogie (w stosunku do dochodów). Na dodatek rząd sam się do tego mocno przyczynia nakładając na nie wysokie podatki oraz zgadzając się na klimatyczne eko-szaleństwo Unii Europejskiej (co powoduje dodatkowy wzrost ceny węgla). W efekcie ludzie palą "czym popadnie" (w tym także śmieciami), bo taniej.

No to teraz porównajmy przyczyny, z proponowanymi rozwiązaniami.

  1. Ograniczenie sprzedaży tanich kotłów, powinno utrudnić nieumiejętne w nich palenie, ale oczywiście kosztem wyższych cen kotłów (brak tańszej konkurencji spowoduje podniesienie cen kotłów lepszych, które już teraz są droższe). Natomiast nijak nie wpłynie to na już istniejące instalacje ze starymi kotłami. Nie podniesie także świadomości użytkowników takich kotłów.

  2. Zakaz sprzedaży gorszego węgla poprawi jakoś dostępnego w handlu paliwa, ale także zwiększy jego ceny. To oczywiście oznacza, że ludzie jeszcze częściej będą się posiłkowali spalaniem rozmaitych odpadów, czy też zwykłych śmieci, by choć trochę zaoszczędzić.

  3. Dofinansowanie wymiany kotłów na lepsze jest natomiast typowym działaniem "janosikowym", z którego znane są wszystkie rządy, a nasz w szczególności. Oto zabierzemy wszystkim, by dać nielicznym. Zarobią na tym oczywiście sprzedawcy kotłów (tych lepszych, bo tańszych już nie będzie) oraz węgla (lepszego, bo gorszego sprzedać nie wolno) a także... budżet państwa, w formie podatków od tych wszystkich zakupów (także ludzi, którzy dofinansowania na oczy nie zobaczą, choć będą musieli pokryć w swoich podatkach jego koszty). Co najgorsze, nawet te dofinansowane, nowe kotły, gdy trafią do starych niedopasowanych instalacji, będą nadal większość paliwa puszczać w komin

Podsumowując: rząd chce rozwiązać po swojemu (czyli bez sensu, ale za to medialnie) problemy, które tylko pośrednio mają związek z głównym tematem, natomiast nijak się mają do zasadniczych przyczyn smogu.

Co należało by zrobić zamiast działań proponowanych przez polityków?

Przede wszystkim samorządy powinny prowadzić intensywną akcję uświadamiającą użytkowników, jak czysto palić w piecach i kotłach na paliwo stałe. Przecież jeśli Twój sąsiad dymi, to chyba najpierw spróbujesz go nauczyć jak nie dymić, zanim zasponsorujesz mu nowy piec?

Rząd natomiast może, zamiast wydawać pieniądze na dofinansowanie nowych kotłów, zdjąć choć część podatków przynajmniej z surowców energetycznych, dzięki czemu więcej ludzi będzie skłonnych za nie płacić, zamiast spalać śmieci. W tej chwili mamy kuriozalną sytuację: rząd podatkami zwiększa ceny "czystszych" paliw, a potem się dziwi, że ludzie wybierają te "brudniejsze".

Wreszcie (nie całkiem poważnie) - gdyby koniecznie chcieć coś dofinansowywać (choć to ślepa uliczka i zło wcielone), to pomyśleć należało by raczej o buforach ciepła, by nawet stare kotły mogły pracować w lepszych warunkach.

PS. Jeśli eko-terroryści mają rację i klimat się ociepla, to być może niedługo nie trzeba już będzie palić w piecach na zimę i problem smogu zniknie sam ;-)


Bądź na bieząco

ATOM

Kontakt